Dyskoteka komercyjna. Publiczności jest już inna i inne są motywacje wykupienia biletu i spędzenia wieczoru. Nie ma nieformalnych więzi, znajomości, przyjaźni i wspólnych zainteresowań. Do dyskoteki komercyjnej przychodzi się bawić przy muzyce ułatwiającej zabawę, nawiązanie wzajemnych kontaktów.
Zmusza to prezentera do przedstawiania innej muzyki. Największe laury zdobywają właściciele najnowszych płyt. Niestety w takiej dyskotece jest najłatwiej popaść w manierę prezentowania „muzyczki", utworów łatwo wpadających w ucho, przy których wszyscy klaszczą i głośno śpiewają refren. Taki spontaniczny i widoczny od razu aplauz publiczności jest jedynie połową sukcesu. Uczestnicy zabawy nie dowiedzą się o aktualnych kierunkach w muzyce rozrywkowej, nie usłyszą wspaniałej interpretacji soulowęj ballady, nie dostrzegą wirtuozerii Leona Russela lub Gerga Bensona. Prawdopodobnie nie poproszą
0 nagranie Ramseya Lewisa. Po-prostu jeszcze raz wysłuchają znanego z dziesiątek powtórzeń w radio przeboju „Abby" czy Africe Simonę'a. Czy to znaczy, że te utwory nie są potrzebne. Ależ tak, są nawet konieczne. Kupujący bilet do dyskotek oczekują tych właśnie nagrań
1 tych wykonawców. Czuliby się zawiedzeni gdyby ich nie usłyszeli. | |
|